Świecki Instytut Dominikański z Orleanu
W dniu świętego Dominika, 4 sierpnia 1946 roku*, na stację w Wałbrzychu, sapiąc i roztaczając wokół kłęby pary, zwolna wtoczył się pociąg. Przywiózł repatriantów z Francji. Wysiadający zaczęli zapełniać peron, stawiając wokół siebie pakunki – cały swój dobytek. W większości były to rodziny, czasem dawni żołnierze. Samotna, trzydziestokilkuletnia kobieta, o ciepłym, ale zdecydowanym spojrzeniu, nie zwróciła niczyjej uwagi. Jak wszyscy, niosła niewielki bagaż, jak każdy, ubrana była skromnie, może nawet ubogo. Któż mógł przypuszczać, że jest to osoba konsekrowana, która kilka dni temu złożyła śluby wieczyste. Któż by pomyślał, że w tym momencie zaczyna się wielka BOŻA SPRAWA – w duchu świętego Dominika.

Ludwika Radzimińska,bo o niej tu mowa, pochodziła z ziemiańskiej rodziny na wschodnich kresach dawnej Rzeczypospolitej. Wojenne losy rzuciły ją do Francji. Tam spotkała Świecki Instytut Dominikański z Orleanu. Wstąpiła do niego w 1940 roku i po odbyciu wszystkich etapów formacji, złożyła śluby wieczyste. Przyspieszono je dla niej o cały miesiąc, by mogła zdążyć do owego pociągu repatriacyjnego. Obawiano się, że kolejny może już do Polski nie pojechać...

Rodzina nazywała ją Isią. Myślała teraz o nich wszystkich. Ale jeszcze żarliwiej myślała o Wspólnocie, którą pożegnała, i o nieznanej przyszłości, którą sama, z Bożą pomocą miała wypełniać – jak, z kim?...

Gdy Isia wyjeżdżała z Orleanu, Instytut liczył już ponad 100 członkiń: profesek i osób będących w okresie formacji. Teraz miała zaszczepić go w Polsce. Nie znała tu nikogo. Wiedziała tylko, że Polska nie jest w pełni niepodległa, bo reżim komunistyczny zacieśnia się coraz bardziej. Swoje pierwsze kroki skierowała do Krakowa, do kardynała Adama Stefana Sapiehy. Przyjął ją po ojcowsku i udzielił błogosławieństwa. Wraz z zachętą dał jednak przestrogę, a nawet zalecenie, by zachowywała daleko idącą ostrożność w kontaktach z kimkolwiek, nawet wobec księży i instytucji kościelnych. To zalecenie powtarzane było później przez kardynała Augusta Hlonda i kardynała Stefana Wyszyńskiego. Przez cały okres „nielegalnego” funkcjonowania, Prowincja Polska założona przez Ludwikę Radzimińską, w ramach Kościoła hierarchicznego znajdowała się więc pod bezpośrednią jurysdykcją Prymasa Polski. Dotyczyło to zarówno całego Instytutu, jak i poszczególnych jego członkiń.

A członkinie zjawiały się, pomimo koniecznej konspiracji. Były w Warszawie, Krakowie, Poznaniu i innych miastach. Przyprowadzał je Duch Święty, posługując się ludźmi. Patronowie: święty Dominik i święta Katarzyna ze Sieny, wyszukiwali, podsuwali też zapewne osoby i okoliczności, w których mogły się one spotkać, aby wejść na drogę radykalizmu ewangelicznego, pozostając w swoich środowiskach, dzieląc ze wszystkimi ludźmi ich sposób życia, troski, radości i zmagania.

Pomimo ciągłego zagrożenia każdej osoby i całej wspólnoty, w 1957 roku powstał dom wspólnoty. Dopiero po 1989 roku można było założyć w nim telefon i zaprzestać konspiracyjnych sposobów docierania do niego z różnych stron kraju. Dom ten, po niespełna 60 latach został przekazany innej wspólnocie, ze względu na trudność w utrzymaniu.

„Wyjście z podziemia” pozwoliło ponadto na inne formy normalnego funkcjonowania. Na przykład można było nareszcie wydrukować Konstytucje, których tekst istniał wcześniej tylko w jednym egzemplarzu, czytanym wspólnie i skrzętnie przechowywanym w rozmaitych, czasem bardzo dziwnych miejscach.

I tak już od ponad sześćdziesięciu lat są w Polsce, żyjące w świecie po to, aby Chrystus był obecny w samym sercu ludzkich spraw, poślubione Bogu przez konsekrację czyli śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa: nauczycielki, lekarki, pielęgniarki, prawniczki, bibliotekarki, ekonomistki, artystki, pracownicy naukowi i nauczyciele akademiccy oraz pracujące w różnych innych zawodach zwyczajne panie Marysie, Basie, Kasie... Zwyczajne, a przecież NIEZWYKŁE swoją ukrytą, choć, daj Boże czytelną, „niezwykłością”. Kilkanaście w ciągu tego sześćdziesięciolecia odeszło już do Pana. W 1993 roku Pan Bóg powołał do siebie Ludwikę Radzimińską. Ale przychodzą kolejne i z odwagą przejmują pałeczkę w tej wielkiej SZTAFECIE, w tej niezwykłej przygodzie, jaką jest powołanie do wyłącznej służby Bogu przy jednoczesnej pełnej obecności w sercu świata.

Dzisiaj nie trzeba już w tajemnicy informować o takiej formie życia. Ostatnio coraz więcej powołań odkrywanych jest dzięki informacjom zamieszczonym w Internecie. No cóż, signum temporis… Isia umiała odczytywać znaki czasu, więc w jej ciepłym spojrzeniu dzisiaj pewnie byłaby widoczna radość.

*Po Soborze Watykańskim II liturgiczne wspomnienie św. Dominika przeniesiono na dzień 8 sierpnia

Chcesz bliżej poznać historią naszej Prowincji?
Historia Polskiej Prowincji
Świeckiego Instytutu Dominikańskego
z Orleanu




Ludwika Radzimińska urodziła się 24 grudnia 1908 r. w Berehu k/Krzemieńca. Dzieciństwo i lata wczesnej młodości spędziła w gronie najbliższych – rodziców i trojga rodzeństwa – siostry i dwóch braci. Niestety najmłodszy brat zginął w czasie wojny. Zarówno siostra, jak i starszy brat założyli własne rodziny.

Edukacja Isi rozpoczęła się w domu rodzinnym, a potem w szkole w Krzemieńcu. W 1927 r. ukończyła Liceum Sióstr Sacré Coeur we Lwowie. Przez 3 lata studiowała ogrodnictwo na Wydziale Rolniczym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

Ten okres jej życia, to duża aktywność w pracach „Odrodzenia” w Krakowie, a potem we Lwowie. Jest to czas wielu spotkań i nawiązywania ważnych przyjaźni: z O. P. Pelletierem OP, z ks. Władysławem Korniłowiczem, z prof. Stefanem Świeżawskim oraz z ks. Tadeuszem Fedorowiczem. Osoby te odegrały ogromną rolę w dalszym życiu Ludwiki ( Isi), a także w dziele, które realizowała.

Wielka wrażliwość i gorące pragnienie służenia innym skłoniło Isię do tego, by już w latach trzydziestych wraz ze swoją przyjaciółką założyć w Brzuchowicach k/Lwowa dom dla bezdomnych i opuszczonych dziewcząt ulicy. Przez wiele lat opiekowała się innymi, usiłując zdobywać fundusze na ten cel. Z tego też powodu wyjechała do Włoch, aby pozyskać pieniądze na dalsze prowadzenie domu opieki. Niestety tam zastała Ją wojna. Po krótkotrwałym pobycie w zakonie kontemplacyjnym we Włoszech, za radą O. P. Pelletiera OP, przeniosła się do Francji, gdzie w 1941 r. w Orleanie rozpoczęła formację w Świeckim Instytucie Dominikańskim. W życiu Isi dążenie do naśladowania Chrystusa czystego, ubogiego i posłusznego było od początku silnym pragnieniem, które urzeczywistniło się w poszukiwaniu swego miejsca – swego życiowego powołania. To głębokie pragnienie dopełniło się poprzez złożenie pierwszej profesji (1 sierpnia 1943 r.), a następnie profesji wieczystej (2 lipca1946 r.). Należy przypuszczać, że wyjątkowa dojrzałość oraz ogromne oddanie się służbie ludziom młodej Polki, skłoniły władze Instytutu do przyspieszenia ślubów wieczystych i oddelegowania Jej do założenia nowej prowincji Instytutu w Polsce.

Zanim udała się do Polski, przez jakiś czas pracowała jeszcze w Paryżu, gdzie zorganizowała na rue Abée Groult dom dla najbardziej potrzebujących.

Do Polski wyjechała w 1946 r. ostatnim pociągiem repatriacyjnym. Był to okres strasznych prześladowań, a stalinowskie metody represji skierowane przeciwko Kościołowi, dotykały boleśnie ludzi.

Isia zatrzymała się w Krakowie. Tam też skontaktowała się z kardynałem Adamem Sapiehą, powierzając Mu sprawę misji założenia polskiej prowincji Instytutu. Szczera przychylność kardynała i Jego błogosławieństwo stały się dla Isi dodatkowym umocnieniem w podejmowaniu dalszych działań związanych z Instytutem.

Następne ważne potwierdzenie tej inicjatywy znalazła w Warszawie u kardynała Augusta Hlonda, ówczesnego Prymasa Polski, który przyjął Isię z otwartym sercem, gorąco poparł potrzebę założenia Instytutu i wyraził zgodę na to dzieło.

Pobyt w Warszawie był okresem doświadczeń głębokiego ubóstwa i pokonywania wielu przeciwności. Na pewien czas opuściła Warszawę, aby podjąć pracę w Słupsku, w Domu Samotnej Matki, założonym przez ks. Jana Zieję. Właśnie w Słupski spotkała pierwsze kandydatki, które przyjęła do Instytutu. Ponownie wróciła do Warszawy i tam zamieszkała wspólnie z dwiema członkiniami naszego Instytutu.

Trudne warunki zmusiły Isię do podjęcia pracy zarobkowej. W tym czasie znalazła zajęcie jako korektorka tekstów oraz jako korepetytorka j. francuskiego.

Do Instytutu wstępowało coraz więcej osób. Warunki życia w PRL były na tyle skomplikowane, że potrzebna była konspiracja; założenia tej formy życia konsekrowanego w świecie miały na celu również dyskrecję. Dlatego też Isia wraz z członkiniami Wspólnoty zdecydowały, że nieroztropne byłoby podjęcie przez Isię pracy zawodowej.

Wspólnota przyjmowała nowe kandydatki. Informacje o tej formie życia konsekrowanego docierały poprzez przyjaciół, gdyż nadal trwały prześladowania ludzi związanych z Kościołem.

W 1957 r. członkinie Instytutu zdecydowały, że ze swoich skromnych zasobów materialnych zakupią plac pod budowę oraz barak, który postawiony w tymże roku zaczął pełnić funkcję Domu naszej Wspólnoty. Zakupiony plac to teren podwarszawskich piasków, który wymagał ogromnego wysiłku, aby ze swoistej pustyni przeistoczyć się wkrótce w przepiękny ogród. Isia posiadała dar tworzenia i miała wyczucie piękna. Drzewostan, piękne krzewy i rośliny ozdobne, jak też warzywa i owoce otaczały barak, tworząc iście bajkowy obraz.

Już w grudniu 1957 r. Wspólnota po raz pierwszy gościła w progach swojego Domu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego – Prymasa Polski. Było to ważne przeżycie dla Instytutu, gdyż właśnie wtedy ks. Prymas poświęcił Dom i kaplicę. Od tej chwili stałym Domownikiem został Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie.

Lata sześćdziesiąte były dla członkiń nadal trudnym etapem życia, gdyż ze względów bezpieczeństwa nie można było utrzymywać żadnych kontaktów z Instytutem we Francji. Pełne uprawnienia, które przekazano Isi z chwilą przyjazdu do Polski, pozwalały Jej na ugruntowanie i poszerzanie Polskiej Prowincji Instytutu. Posiadała bowiem uprawnienia, które w normalnych warunkach zastrzeżone są Odpowiedzialnej Generalnej. Ta młoda, delikatna, ale i zdecydowana kobieta musiała w tym okresie kilkakrotnie stawiać czoło tzw. bezpiece. Wzywana na rozmowy i nagabywana przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, mimo propozycji współpracy ze środowiskiem innych Instytutów – nigdy tego typu „ofert” nie podjęła. Dopiero interwencja ks. bp. B. Dąbrowskiego – Sekretarza Episkopatu Polski zakończyła tę formę prześladowań.

Isia w trosce o bezpieczeństwo każdej z członkiń i całej Wspólnoty – zwracała dużą uwagę na przestrzeganie ostrożności i pełnej konspiracji. Dzięki Opatrzności i roztropności Isi – jako Odpowiedzialnej Prowincjalnej – Wspólnota nie doświadczyła poważniejszych prześladowań. Każda z członkiń musiała dbać zarówno o swoje osobiste kontakty, jak też strzec spraw Wspólnoty. Nie można było telefonować, pisać czy też gromadzić materiałów związanych z Instytutem.

Najważniejszy dokument – Konstytucje Instytutu – były tłumaczone z j. francuskiego przez Isię i inne osoby znające ten język. Dzięki Isi dokonane też zostały zmiany w Konstytucjach według zaleceń posoborowych, gdyż uczestniczyła czynnie w ich redagowaniu.

Wspólnota, pomimo różnych przeciwności, dyskrecji bycia w czasie PRL, powiększała się. Isia pełniła w niej funkcję Odpowiedzialnej Prowincjalnej i Mistrzyni formacji na każdym etapie życia konsekrowanego członkiń. Była po prostu Matką dla każdej z członkiń i towarzyszyła w jej duchowej drodze życia oddanego Bogu.

W latach dziewięćdziesiątych Wspólnota liczyła ok. 30 osób. Isia zwierzyła się kiedyś, że przyjęcie każdej kandydatki okupione było przez Nią cierpieniami duchowymi i fizycznymi. Nigdy do końca nie poznamy, jak wielkie i jak trudne było zadanie, które w Imię Chrystusa podjęła i któremu do końca była wierna. Całe jej życie zanurzone w Bogu oparte było na modlitwie, głębokiej wierze i miłości. Pełne zawierzenie Chrystusowi, Najświętszej Matce i Św. Dominikowi – dawało tej delikatnej i wrażliwej Istocie przedziwną moc i skuteczność w realizowaniu podjętej misji. Wytrwałość i wierność powołaniu połączone z teologiczną wiedzą, a nade wszystko otwarcie i miłość do Boga i ludzi tworzyły jej nieprzeciętną osobowość. Swoją wiarą i miłością promieniowała na otoczenie; była szanowana i lubiana. Spotkania z Nią zawsze były umocnieniem i wprowadzały pokój i nadzieję. Całe Jej życie oparte było na Chrystusie. Swą pracą, miłością i cierpieniem, wysokimi wymaganiami stawianymi sobie i innym stworzyła trwałe podstawy Polskiej Prowincji, która nadal rozrasta się, promieniuje także na kraje sąsiednie: Litwę, Ukrainę i Węgry.

W ostatnich latach życia stan zdrowia Isi był na tyle ciężki, że postanowiła przekazać kierowanie Polską Prowincją Instytutu nowo wybranej Odpowiedzialnej Prowincjalnej Stanisławie Zdebskiej.

Po długiej chorobie zmarła 23 maja 1993 r. w Warszawie. Większość członkiń Instytutu miało szczęście realizować początki swego życia we Wspólnocie pod troskliwą opieką Isi – i na pewno dzieło, które zapoczątkowała będziemy z wiarą kontynuować, czerpiąc z życia Isi doświadczenie i naukę, jak żyć oddając się całkowicie Bogu na tej drodze powołania.
Wspomnienie o Isi
© by Świecki Instytut Dominikański z Orleanu